Po co komu 5G

© Fotolia

Udostępnij:

Ta cała piąta generacje telefonii komórkowej to tylko marketingowa ściema – takie opinie czasem można usłyszeć. Jest wiele osób, które jeszcze nie zdążyły się nacieszyć czwartą generacja i wiele, dla których LTE, czy w ogóle szybka transmisja danych w urządzeniach mobilnych była „od zawsze” i nie wyobrażają sobie życia bez Sieci. 

Tymczasem zapotrzebowanie na szybki i niezawodny Internet stale rośnie i mniej więcej co 10 lat pojawiają się nowe technologie całkowicie zmieniające otaczającą nas rzeczywistość. Na przełomie stuleci świat emocjonowała zapomniana już dziś technologia UMTS (Universal Mobile Telecommunications System) – operatorzy nie tylko byli skłonni płacić, ale rzeczywiście płacili, ogromne pieniądze za przydział odpowiednich pasm radiowych. Złośliwcy natychmiast rozszyfrowali skrót UMTS jako Unlimited Many To Spend.



UMTS był na tyle rewolucyjny, że umożliwiał, przełomowe jak na owe czasy, prowadzenie wideo rozmów czy wysyłanie zdjęć. Prędkość ściągania danych była niższa niż 1 Mb/s, dopiero po kilku latach i liftingu Sieci przyspieszyły nawet do 20 Mb/s. Fanom tego rozwiązania nie przeszkadzało snuć wizji takiego rozwoju telekomunikacji, która ograniczona będzie wyłącznie wyobraźnią.

Owa wyobraźnia szybko musiała się zmienić, bo na rynku pojawiła się czwarta generacja. To głównie dzięki niej eksplodował rozwój mobilnego internetu. Ściąganie danych „z powietrza” niejednokrotnie okazywało się szybsze niż wykorzystanie do tej czynności połączenia kablowego.

To właśnie 4G pozwolił na realizacje takich wizji jak łączenie się maszyny z maszyną czy konstruowanie autonomicznych pojazdów. I mimo że w początkach swojego rozwoju technologia była „och i ach”, to naukowcy nie mieli wątpliwości. O 5G głośno zaczęto mówić, zanim LTE na dobre się rozpowszechniło.

Za pięć lat, jak szacuje Ericsson, będzie 3,5 mld urządzeń bezpośrednio kontaktujących się ze sobą. Liczba może i duża, ale pewnie drugie tyle urządzeń korzystających z 5G będziemy nosić w kieszeniach. W domach znacznie się zwiększy ilość urządzeń podłączonych do Sieci. Pojawią się urządzenia poruszające się bez bezpośredniej kontroli człowieka. Rozwój cywilizacji potrzebuje więc jeszcze bardziej niezawodnych i pojemnych rozwiązań. Zwiększają się wymagania i potrzeba technologii bardziej niezawodnych i bardziej pojemnych.

Jak zwykle przy takich okazjach trwa wyścig – która firma będzie pierwsza i zdobędzie ulotny tytuł miss nowoczesności. Komercyjnie pierwszy operator wystartował z 5G w Korei. W Polsce kilka dni później chwalił się startem technologii T-Mobile. Niestety, nie jest to start komercyjny a jedynie testowy – wykorzystywanych jest do tego celu pięć nadajników. Dodatkowo wątpliwości budzi brak odpowiednich urządzeń na rynku oraz partner – chińska firma Huawei, która w kilku krajach na świecie jest podejrzewana o nielegalne zbieranie danych i łamanie embarga na Iran. W rezultacie firma ma zakaz udziału w przetargach w kilku krajach.

Ciekawe przy tym jest stanowisko Marka Zagórskiego, ministra cyfryzacji, który przy okazji imprezy w T-Mobile mówił, że chcemy być liderem gospodarki opartej o dane i 5G jest w tym wyścigu koniecznym. Jest absolutnym priorytetem mieć w Polsce pełną sieć 5G. Z drugiej strony, ze względu na brak wolnych częstotliwości, niedawno mówił, że w Polsce technologia powszechnie dostępna będzie dopiero w 2022 roku.

Tymczasem najwięksi na świecie operatorzy obiecują, że rokiem 5G będzie rok 2020. Możemy zatem oczekiwać, że już w przyszłym roku zacznie się technologiczne szaleństwo.

 

Udostępnij:

Drukuj




Piotr Rabiej




TOP w kategorii






Chcesz otrzymać nasze czasopismo?
Zamów prenumeratę
Zobacz również